Było tak, że zaczynała się szkoła. Nowa klasa,
nowi znajomi, ja ciągle przestraszona, bo dotychczas musiałam jakoś szanować
moją pozycję kogoś biedniejszego, gorszego, przede wszystkim dziwnego, bo
najbardziej lubiłam zawsze czytać i nie rozmawiać z nikim, a jeśli już
rozmawiałam, to zawsze mówiłam tak dziwne rzeczy, miałam jakieś przyruchy,
robiłam miny których nie kontrolowałam, a w obcym środowisku zachowywałam się
jak małpka wypuszczona z klatki, pamiętam przewrotki na trzepakach, fikołki na
słupkach odgradzającymi ulice od chodników, huśtanie się na łańcuchach i
linach, balansowanie na wszystkim wyższym od zwykłego poziomu przeznaczonego do
chodzenia, po prostu byłam psem spuszczonym ze smyczy która gryzła go w kark,
kotem któremu udało się wydostać z dusznej piwnicy. Zaczęła się szkoła,
pierwszego dnia zobaczyłam bardzo ładną dziewczynę, która okazała się być
następnego dnia już bardzo nieładna, po prostu niedowidziałam, jak zresztą całe
życie nie widziałam dobrze z daleka, a tamtej dziewczyny widziałam tylko jedną
czwartą profilu i to głównie włosy i jej śnieżnobiałą bluzkę, której krój wydał
mi się niesamowity i ponadczasowy i o wiele lepszy od kroju mojej bluzki, która
była pożyczona od babci, a może nawet od nikogo, tylko należała po prostu do
babci, a ta jej nie nosiła tak czy tak, bo bardzo brzydka to była bluzka i nie
zdziwiłabym się, gdybym była jedyną osobą na świecie, która wtedy miała ją na
sobie, tę białą bluzkę z pozostałościami przeszłej epoki, czyli poduszkami na
ramionami, zresztą uważałam niegdyś te relikty za fantastyczne i do dzisiaj mam
wrażenie że takie same rzeczy wkłada się do staników puszapów. Nieładna była ta
bluzka, a dziewczyna była jeszcze gorsza, po prostu nie widziałam jej z dobrego
punktu, byłam przestraszona, jak to zawsze, jak przestraszone zwierzę, jak
zachowuje się przestraszone zwierzę? Jak zachowuje się przestraszona sarna?
Kiedy dostałam kablówkę i całe sześćdziesiąt różnych programów do oglądania,
często włączałam diskawery czanel i tam były te uciekające antylopy, odlatujące
chmary ptaków, miotające się ze strachu oślizgłe gady, te wszystkie
zestresowane śmiertelnie zwierzęta, które mogą biec ze złamanymi nogami, ze
złamanym kręgosłupem i ze złamanym karkiem próbują jeszcze uciekać przed
drapieżnikiem. One przynajmniej wiedzą, że uciekają przed zębami, szponami,
przed bólem i śmiercią, ja nie uciekałam, ja tkwiłam w miejscu, czasem zdarzało
mi się fizycznie biec, ale nigdy nie wiedziałam do końca przed czym uciekam, bo
przecież nikt nie dyszał za mną ciężko usiłując mnie dogonić, a ja i tak
strzygłam naokoło uszami i rzucałam po kątach przestraszonymi oczami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz