2.05.2016

o strachu

Było tak, że zaczynała się szkoła. Nowa klasa, nowi znajomi, ja ciągle przestraszona, bo dotychczas musiałam jakoś szanować moją pozycję kogoś biedniejszego, gorszego, przede wszystkim dziwnego, bo najbardziej lubiłam zawsze czytać i nie rozmawiać z nikim, a jeśli już rozmawiałam, to zawsze mówiłam tak dziwne rzeczy, miałam jakieś przyruchy, robiłam miny których nie kontrolowałam, a w obcym środowisku zachowywałam się jak małpka wypuszczona z klatki, pamiętam przewrotki na trzepakach, fikołki na słupkach odgradzającymi ulice od chodników, huśtanie się na łańcuchach i linach, balansowanie na wszystkim wyższym od zwykłego poziomu przeznaczonego do chodzenia, po prostu byłam psem spuszczonym ze smyczy która gryzła go w kark, kotem któremu udało się wydostać z dusznej piwnicy. Zaczęła się szkoła, pierwszego dnia zobaczyłam bardzo ładną dziewczynę, która okazała się być następnego dnia już bardzo nieładna, po prostu niedowidziałam, jak zresztą całe życie nie widziałam dobrze z daleka, a tamtej dziewczyny widziałam tylko jedną czwartą profilu i to głównie włosy i jej śnieżnobiałą bluzkę, której krój wydał mi się niesamowity i ponadczasowy i o wiele lepszy od kroju mojej bluzki, która była pożyczona od babci, a może nawet od nikogo, tylko należała po prostu do babci, a ta jej nie nosiła tak czy tak, bo bardzo brzydka to była bluzka i nie zdziwiłabym się, gdybym była jedyną osobą na świecie, która wtedy miała ją na sobie, tę białą bluzkę z pozostałościami przeszłej epoki, czyli poduszkami na ramionami, zresztą uważałam niegdyś te relikty za fantastyczne i do dzisiaj mam wrażenie że takie same rzeczy wkłada się do staników puszapów. Nieładna była ta bluzka, a dziewczyna była jeszcze gorsza, po prostu nie widziałam jej z dobrego punktu, byłam przestraszona, jak to zawsze, jak przestraszone zwierzę, jak zachowuje się przestraszone zwierzę? Jak zachowuje się przestraszona sarna? Kiedy dostałam kablówkę i całe sześćdziesiąt różnych programów do oglądania, często włączałam diskawery czanel i tam były te uciekające antylopy, odlatujące chmary ptaków, miotające się ze strachu oślizgłe gady, te wszystkie zestresowane śmiertelnie zwierzęta, które mogą biec ze złamanymi nogami, ze złamanym kręgosłupem i ze złamanym karkiem próbują jeszcze uciekać przed drapieżnikiem. One przynajmniej wiedzą, że uciekają przed zębami, szponami, przed bólem i śmiercią, ja nie uciekałam, ja tkwiłam w miejscu, czasem zdarzało mi się fizycznie biec, ale nigdy nie wiedziałam do końca przed czym uciekam, bo przecież nikt nie dyszał za mną ciężko usiłując mnie dogonić, a ja i tak strzygłam naokoło uszami i rzucałam po kątach przestraszonymi oczami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz